Przełęcz Karb 2024 – Relacja

on

Na początku tego wpisu pragnę zaznaczyć, że tyczy się on nieudanej próby ataku na Kościelec, zatem jego tytuł stanowić będzie najwyższy znakowany punkt jaki udało mi się zdobyć – Przełęcz Karb.

Od pewnego czasu w mojej głowie znajduje się pomysł zimowego zdobycia Kościelca. Nie mam dużego doświadczenia zimowego, a i letnie nie jest jakieś imponujące. Zatem poprzeczka jest ustawiona wysoko. Udaje mi się zdobyć sprzęt zimowy, który zbieram już od poprzedniego roku. Raki, czekan, buty zimowe, kurtka z GTX (brakło chyba tylko sensownych rękawic, ale to kwestia czasu). 9 lutego 2024 roku realizuje swój pomysł. Ustawiam budzik na 2:30 w nocy, jak nigdy udaje mi się zasnąć i spać do tej godziny, a więc plus – jestem wyspany. Wyruszam w okolicach 3:00 w kierunku Zakopanego na wcześniej zarezerwowany parking na ulicy Karłowicza. Mieczysław Karłowicz to kompozytor, który zginął w lawinie u podnóży Kościelca o strony Czarnego Stawu Gąsienicowego.

parking-kuznice

Po raz pierwszy ubieram nowe buty (LaSportiva Aequilibrium ST GTX). Początkowo dziwnie się w nich czułem, ale potem się przyzwyczaiłem. To buty za kostkę, a ja takich unikałem jak ognia. Ruszam w kierunku Kuźnic posiłkując się moją ulubioną aplikacją mapy.cz poleconą przez kolegę z Projektów Przygodowych, którego pozdrawiam i dziękuje mu za potężną dawkę wiedzy, szczegółowych opisów i inspiracji. Droga przez Kuźnice to jeden z tych momentów, kiedy czas uderzył inaczej. Całkowita cisza, pustki, ciemność. Tylko jedna ulica była oświetlona. O tej porze to miejsce ma niesamowity urok. Zobaczcie sami.

droga-na-kuznice-noca

W ścisłych Kuźnicach spotykam mocną ekipę (wnioskuje po szpeju) dwóch osób wracającą ze szlaku i to były jedyne osoby, które w drodze na Kościelec widziałem. Będąc na rozejściu szlaków w Kuźnicach staję przed wyborem dwóch szlaków prowadzących do tego samego miejsca – Przełęczy między Kopami. Spontanicznie wybieram żółty szlak przez Dolinę Jaworzynki.

rozejsce-szlakow-kuznice

Już po kilku krokach koniecznym okazuję się być ubranie raków (bądź raczków). Zakładam zatem po raz pierwszy mój świeżo zakupiony model od Climbing Technology – ICE (model półautomatyczny). W tym miejscu mogę stwierdzić, że całą drogę spisywały się doskonale i mimo, że to raki raczej turystyczne to na zboczach Kościelca pozwalały nie tylko na trekking ale coś co nazwałbym wspinaczką.

raki-climbing-technology-ice

Koniecznym okazuję się być również czołówka (Petzl Tikka). Mocne zachmurzenie, wczesna godzina i otoczeniu lasu sprawia, że widoczność jest mocno ograniczona. Dolina Jaworzynki w nocy (a właściwie wczesnym porankiem) jest piękna. Co rusz słyszę szmer strumyka i skrzypiące drzewa.

dolina-jaworzynki-noca

Klimatu nadają również stare chaty pasterskie/hutnicze, które mijam i oświetlam nikłym światłem czołówki.

chaty-dolina-jaworzynki

Zaczynam coraz szybciej nabierać wysokość i podchodzę szlakiem, który prowadzi zakosami. Robi się coraz jaśniej i przejrzyściej. W oczy rzuca budzące się do życia Zakopane.

zakopane-z-doliny-jaworzynki

Siodłową Percią zaczynam dość strome podejście w kierunku Przełęczy między Kopami. Podczas podejścia mam okazję zobaczyć Giewont w zimowej odsłonie.

giewont-z-doliny-jaworzynki

Podążam Siodłową Percią i powoli wchodzę w piętro kosówki.

siodlowa-perc

O godzinie 7:10 docieram na Przełęcz między Kopami – 1499 m.n.p.m.

przelecz-miedzy-kopami-z-doliny-jaworzynki

Ruszam żwawo niebieskim szlakiem w kierunku Murowańca. Tutaj już się trochę wypłaszczyło wobec czego mogę nieco odpocząć powoli maszerując.

szlak-do-murowanca-zima

Docieram na Królową Rówień – tutaj widoczność jest już bardzo dobra. Pozwoliłem sobie stworzyć panoramę wraz opisami popularniejszych szczytów.

panorama-krolowa-rowien

Omijam Murowaniec skręcając na szlak. Docieram do Doliny Gąsienicowej z charakterystycznym kompleksem drewnianych budynków w tym kultowej Betlejemce.

dolina-gasienicowa-zima

Zejście na czarny szlak pod Świnicką Przełęcz nie istnieje wobec czego podążam jeszcze chwile niebieskim i wchodzę na żółty – prowadzący na Kasprowy Wierch, który przez jakiś czas biegnie równolegle z czarnym. W okolicach wyciągu na Kasprowy po raz pierwszy dziś mam okazję zobaczyć ludzi w tej dzikiej dolinie.

kolejka-na-kasprowy-wierch

W tym momencie pojawiają się pierwsze trudności. Czarny szlak którym zamierzam podążać w kierunku Doliny Zielonego Stawu Gąsienicowego po prostu nie istnieje. Bardziej popularne szlaki są wytyczone na zimę za pomocą długich kijów wbitych w ziemię, mniej popularne – nie. Miałem to na uwadze natomiast nie przypuszczałem, że ścieżka nie będzie wydeptana.

droga-w-kierunku-zielonego-stawu-gasienicowego

Dopiero na tym powyższym zdjęciu udało mi się zobaczyć kontury stawu. W tle widać również lawinę, która spadła prawdopodobnie bardzo niedługo wcześniej. Na Przełęcz Karb miałem 2km błądzenia i zapadania się po kostki/kolana/uda. Ta droga była prawdziwą gehenną i możliwe, że wpłynęła na niepowodzenie wyprawy bo prawdopodobnie stanowiła genezę moich skurczów na nogach. Poniżej trasa szlaku niebieskiego, czyli teoretycznie ostatnia prosta na Przełęcz Karb. To był najbardziej męczący fragment trasy. Robiłem przerwy co kilka/kilkanaście metrów. Starałem się też uważać, żeby nie wejść na tafle jezior, które niby były zamarznięte, ale w praktyce nie byłem tego taki pewien, ze względu na lekką odwilż.

od-zielonego-stawu-do-karba-zima

Po ostrej walce udaję się dotrzeć na upragnioną Przełęcz Karb w okolicach godziny 9:48. Czas tragiczny, ale przypominam, że tego dnia to ja wytyczałem szlak.

przelecz-karb-zima

Szybkie spojrzenie w górę tzn. w stronę Kościelca – nie wygląda to źle. Jak się okazało z pozoru.

koscielec-z-karbu-zima

Początkowy etap podejścia jest łatwy i trywialny, ledwo widoczna jest nawet ścieżka wytyczona odbiciami butów i raków. Ekspresowo docieram do Czuby nad Karbem – 1896 m.n.p.m.

czuba-nad-karbem-zima

Od tego momentu zaczyna się robić w mojej opinii niebezpiecznie. Gdy schodzi się nawet niewiele ze szlaku niebezpieczeństwo stanowią nawisy śnieżne, teren jest stromy, śnieg miękkawy i płytki. Ciężko wbijać się czekanem.

zimowe-podejscie-koscielec

Będąc szczerym w tych właśnie ekstremalnych dla mnie warunkach, stawiam pierwsze kroki z czekanem i użytkowaniem zębów atakujących w rakach. Pochylenie i kiepski śnieg sprawia, że ciężko jest być w stabilnej pozycji, a potencjalny poślizg może skończyć się upadkiem w przepaść, szczególnie kiedy nie potrafi się hamować czekanem – tak jak obecnie ja. W praktyce w sumie miałem dwa upadki kiedy odruchowo wbiłem się dolnym ostrzem w śnieg, czyli chyba zgodnie ze sztuką. Mimo tego brnę w górę, napotykam półkę skalną, nie ma tam śniegu tylko lód. Chwilę kombinuję jednak ciężko mi znaleźć sensowną, bezpieczną opcję. Nachylenie jest znaczne, a kiepski śnieg komplikuje wspinaczkę.

nachylenie-koscielec-zima

Kiedy tak się zastanawiam, zaczynają mnie dopadać najostrzejsze skurcze nóg jakich kiedykolwiek doświadczyłem, a miałem ich sporo. Kiepskie moim zdaniem warunki, brak mojego przygotowania technicznego i skurcze, które w losowych momentach prostują mi nogę podczas gdy każdy błąd może spowodować poślizg sprawia, że decyduję się na odwrót. Poniżej miejsce w którym zdecydowałem się na wycof.

zimowy-koscielec-wycof

Żółwim tempem i z ciągłymi skurczami wracam na Przełęcz Karb. Na miejscu siadam i próbuje rozmasować skurcze. Nogi wręcz zaczynają mi odmawiać posłuszeństwa, ciężko mi w ogóle wstać, a w głowie kotłują się ciemne myśli – powrót w asyście TOPRu. Po jakichś 20 minutach skurcze powoli ustają, a ja mogę kontynuować powrót. Na otarcie łez przeszedłem jeszcze kilkanaście metrów Granią Kościelców i rzuciłem okiem na Małego Kościelca. Myślę, że może być to inspiracja na lato.

zimowa-gran-koscielcow

Wracając spotykam dwie ekipy, które chcą dziś atakować Kościelec. Dziękują mi za wytyczenie i wydeptanie ścieżki. Życzymy sobie wzajemnie powodzenia i ruszamy w przeciwne strony. Jeszcze ostatni rzut oka na moją destynację i ruszam w żmudną drogę powrotną.

koscielec-z-hali-gasienicowej

Powinienem wracać zawiedziony, że mimo zapału, chęci, dobrej logistyki i jakichś tam umiejętności nie udało mi się osiągnąć celu. Wracałem jednak z uśmiechem na twarzy. Zyskałem tego dnia ogrom doświadczenia. Od topografii polskiej strony Tatr, której dotychczas nie znałem, idąc przez korzystanie ze sprzętu zimowego, orientacje kiedy szlaku nie widać, poruszanie się w zimowych warunkach, na lekcji pokory względem gór kończąc. Myślę, że podjąłem najlepszy możliwy wybór. Zabrakło przynajmniej jednego, a przypuszczalnie większej ilości czynników będących komponentami bezpiecznej wyprawy. Ten dziewiczy wycof to dla mnie wspaniała lekcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *